Autorskie Prawo i Bezprawie - historia jednego portretu

Opublikowany 2015/08/11

 Tekst i foto: Sylwester Zacheja

 

 

 

Z punktu widzenia twórcy, autora dzieł sztuki teraźniejszość ma wiele zalet, choć wady stają się niekiedy bardzo dotkliwe. Dotarcie do odbiorcy stało się o wiele łatwiejsze, ale też szeroki odbiór w mediach rodzi wiele niebezpieczeństw. Piszę to z punktu widzenia dziedziny, którą reprezentuję jako twórca – fotografii. Kiedy ponad sto siedemdziesiąt pięć lat temu techniki rejestracji obrazu dopiero raczkowały była to dziedzina elitarna. Pierwsze fotografie pokazujące życie momentalnie stawały się eksponatami muzealnymi, a odbiorcy specjalnie przychodzili je oglądać. Era fotografii cyfrowej, społeczeństwa cyfrowego, przyniosła masowość wykonywania zdjęć oraz natychmiastowe publikowanie ich szerokiemu gronu poprzez portale społecznościowe oraz galerie internetowe. Już nie tysiące a wręcz miliony zdjęć powstają każdego dnia. Podglądamy naszych znajomych, ich wakacje, sprawy codzienne. Trudno jest oddzielić treść zwykłą, swoisty popcorn od perełek tworzonych przez prawdziwych pasjonatów, więcej niż amatorów. Łatwo jest też zobaczyć piękny obraz, wywołujący emocje wykonany przez artystów zawodowych. Autor oczywiście cieszy się z szerokiego pozytywnego odbioru. Ilość odsłon, ilość kliknięć „Lubię” pozwala wartościować dzieło na tle innych, wyrabia markę i rozpoznawalność.

To stałe ocieranie się o dobrą fotografię, możliwość kopiowania i pobierania obrazów rodzi niebezpieczeństwo nieuprawionego wykorzystania powstałego dzieła – kradzieży. Nazywamy to niewinnie: „ściągnąłem, skopiowałem”. To stwierdzenie nie oznacza, że uzyskałem zgodę na wykorzystanie do celu innego niż tylko oglądanie. Prawo autorskie zawsze przynależy twórcy dzieła i on (jego nazwisko, rozpoznawalny identyfikator) zawsze powinien być wskazywany razem z obrazem.Niestety ogromna ilość osób, można powiedzieć przeważająca większość, o tym nie wie. Nieznajomość prawa nie zwalnia z odpowiedzialności za to, co się robi. Gdy ktoś ukradnie nam portfel nazywamy to jednoznacznie kradzieżą. Gdy ktoś korzysta z czyjegoś szeroko pojętego dorobku intelektualnego w sposób nieuprawniony, to mamy z tym już problem. Nie oceniamy tego jednoznacznie negatywnie.

Problem ochrony własności intelektualnej opiszę na przykładzie jednego portretu, który powstał w szczególnym czasie i miejscu na początku mojej świadomej artystycznej drogi, jako fotografa. Po wykonaniu tego zdjęcia i retuszu cyfrowym pierwszym publicznym miejscem, gdzie je zaprezentowałem był portal www.warsztatywzlodziejewie.pl, związany z miejscem jego powstania. A potem kolejne galerie, aż trafiłem na jeden z portali z dobrą fotografią – 1x.com. To stało się punktem zwrotnym w rozpoznawalności mojego dzieła. Tu wypatrzyła je graficzka magazynu Practical Photoshop i stało się ono okładką kilku wydań na całym świecie, a potem w dwóch innych pismach traktujących o fotografowaniu i fotografii.

 

 

Zdjęcie stało również okładką powieści „Córka Marnotrawna” wydanej w Chinach o czym zupełnie nie wiedziałem. Fakt wykorzystania mojej fotografii odkryłem przypadkowo, kierując się ciekawością. Skorzystałem z algorytmu wyszukiwania obrazów przez wyszukiwarkę Google. Jakież było moje zdumienie, gdy przeglądając około trzysta linków internetowych, w większości miejsc mi znanych gdzie sam zamieściłem to zdjęcie, wyświetliła mi się strona dużego wydawnictwa Jeffrey Archer – z książką i widniejącym na okładce zmanipulowanym cyfrowo moim zdjęciem. Po pierwszej chwili zachwytu obudziło się trzeźwe myślenie - „zaraz, czy ja z kimś umawiałem się na publikację?” Weryfikacja zakamarków pamięci potwierdziła brak zaistnienia faktu pytania o zgodę, przedstawienia warunków publikacji, zapłaty za dzieło. Przejrzałem dokładnie stronę wydawnictwa i znalazłem kilka adresów mailowych do działów prawnych rozrzuconych po świecie w różnych strefach czasowych: w Londynie, Nowym Jorku i Melbourne. Po godzinie od napisania maila przyszła odpowiedź – dziękujemy za zgłoszenie, przeprowadzimy wewnętrzne sprawdzenie. Kolejny mail przyszedł po tygodniu stwierdzając, że grafik tworzący okładkę przedrukowywanej przez chińskie wydawnictwo powieści użył mojego zdjęcia, ale nie poinformował wydawnictwa, skąd je wziął.

Powiedzmy sobie uczciwie, w zaistniałej sytuacji miałem szczęście. Duże światowe wydawnictwo dbające o wysokie standardy i reputację przyznało się do winy. Pozostało uzgodnienie sposobu naprawienia powstałej szkody – bo brak zapłaty za dzieło i bezprawne wykorzystanie wymaga rekompensaty za straty.

W Polsce istnieje cennik za publikację zdjęcia opracowany przez Związek Polskich Artystów Fotografików (ZPAF). Jednak powstał on w czasach fotografii analogowej i jest wzorcem już niezbyt przystającym do teraźniejszości. Jednym z kryteriów wyceny zdjęcia jest prognozowana wielkość nakładu i sposób jego publikacji. W Polsce mały nakład to dwa tysiące egzemplarzy. Co możemy nazwać małym nakładem w państwie, w którym mieszka ponad miliard trzysta milionów ludzi, prawie co piąty mieszkaniec globu? Sprawdzenie na chińskim Amazonie (księgarnia internetowa) ceny dało wynik około dwudziestu dolarów amerykańskich. Jaką podać kwotę odszkodowania? Zaproponowane przeze mnie żądanie trzech tysięcy dolarów zostało odrzucone. Chińczycy uparcie przez kilka miesięcy przypominania się oferowali pięćset dolarów. Po łącznie siedmiu miesiącach przyszedł przelew, oczywiście obciążony dodatkowo opłatą bankową w wysokości czterdziestu pięciu dolarów w całości pobraną z mojego wynagrodzenia. Za zdjęcie wystawiłem fakturę, więc zapłaciłem podatek. Czy to jest wystarczająca rekompensata? Być może straciłem jedyną szansę na wielkie pieniądze za jedno zdjęcie, bo droga prawna, dałaby mi więcej. Nie wiem. Sądzenie się w sądzie chińskim, właściwym dla miejsca popełnienia przestępstwa nie jest łatwe i też ponosi się koszty. Lepsze moim zdaniem było rozwiązanie polubowne.

Elementem odszkodowania, w naszych warunkach czymś zupełnie normalnym przy druku były trzy egzemplarze autorskie, które od chwili przelewu przyszły po ponad dwóch miesiącach. I tak w moim archiwum posiadam egzemplarz książki, w której potrafię przeczytać tylko napisy na okładce.Warto być świadomym tego, co dzieje się z naszymi utworami, jak są wykorzystywane bez naszej wiedzy. Dla fotografa to być albo nie być. Trzeba być nie tylko twórcą ale menedżerem, śledczym i windykatorem jednocześnie. A sztuka? Ona broni się podobno sama.

            W opinii radcy prawnego, dr Michała Rojewskiego, opisana sytuacja dowodzi jak w obecnych czasach ważną dziedziną jest prawo własności intelektualnej. Należy pamiętać, że oprócz ww. przypadku ochronie podlegają również wzory użytkowe, znaki towarowe i patenty na wynalazki. Oczywiście wymaga to wcześniejszego prawnego zabezpieczenia w Urzędzie Patentowym RP. W zakresie zdjęć czy utworów audiowizualnych dobrym sposobem jest umieszczenie na fotografiach czy filmach umieszczonych np. w internecie oznaczenia i nazwiska autora, które utrudni ich przetwarzanie czy obróbkę. Problem pojawia się kiedy naruszenia dokonują osoby z innych krajów, a w szczególności spoza Unii Europejskiej, Wówczas proces w zakresie żądania odszkodowania może się ciągnąć latami.