IGOR MORSKI

Grafika narzędziem generowania nowych światów

 

Rozmawiał : Jerzy Walkowiak

 

 

 

JW: Innowacyjny sposób myślenia w grafice.

 

Grafika to bardzo rozległy obszar obejmujący różne dziedziny. Gdy myślimy o innowacyjności, to musimy siłą rzeczy odnieść ją do konkretnych aspektów. W przypadku grafiki użytkowej, innowacyjność może dotyczyć zarówno zmian w języku komunikacji, estetyki, jak i technologii. We wszystkich tych sferach w ciągu mojego życia dokonał się drastyczny postęp. Zwłaszcza dotyczył on technologii. Pomijając kwestie ogólnego ubóstwa i siermiężności czasów, na które przypadał okres moich studiów (początek lat 80-tych), to mogę powiedzieć, że studiowałem w okresie schyłkowym pewnej epoki, a mój warsztat, jakim posługiwałem się, nie odbiegał od warsztatu mojej mamy, absolwentki tej samej co ja uczelni, z kilkudziesięcioletnim przesunięciem. Jednak już w kilka lat po obronieniu przeze mnie dyplomu wszystko zaczęło się radykalnie zmieniać. W roku 89 miałem już własny komputer, a potem wszystko potoczyło się niczym lawina. Nastąpił rozwój rozmaitych dziedzin grafiki komputerowej i niebywały rozwój poligrafii, która zaczęła pokonywać wszelkie ograniczenia: skal, materiałów, jakości itp. Nagle wszystko stało się możliwe. Grafika awansowała do nowych przestrzeni komunikacji, rozwinął się internet. Ta erupcja możliwości miała jednak swoją cenę. Zaczął się swoisty drenaż kreatywności. O ile wcześniej twórcza wyobraźnia musiała się uporać  z jednym, dwoma zadaniami w jakimś czasie, dajmy na to tygodnia, to dziś, dzięki wydajności procesów technologicznych skurczyło się to do jednego dnia zaledwie. Innymi słowy, kiedyś miałem do zrobienia plakat, zajmowało mi to miesiąc, i pozwalało wyżyć, dziś ekonomia nakazuje zrobienie tego samego w dzień - dwa.

 

JW: Nowoczesne technologie w sztukach wizualnych.

 

Około roku 1993 opanowałem Photoshopa. Na owe czasy stawiało mnie to w pewnej awangardzie. Mało było ludzi, którzy znali ten program, mało było sprzętu. Biegłośćphotoshopowa zapewniła mi pracę gdzieś do końca pierwszej dekady XXI w. Później zaczęło być coraz trudniej, bo w oczywisty i naturalny sposób, wyrosło pokolenie, które moim narzędziem pracy, zabawiało się już w dzieciństwie. Nagle zrobiło się gęsto. Musiałem więc zrobić skok do przodu co w moim wypadku, oznaczało "wejście" w programy 3D. I nagle uświadomiłem sobie jak bardzo, przez te lata zostałem w tyle.Praca którą musiałem wykonać, by dogonić świat, zajęła mi 3 lata.Bo w międzyczasie grafika ożyła, stała się głównym wypełniaczem wirtualnych rzeczywistości, narzędziem generowania nowych światów. Stała się też dziedziną niezwykle złożoną, dzielącą się coraz bardziej na wąskie, wymagające niezwykle wysokich kompetencji specjalności. Zdałem sobie sprawę, że pewna szpica, jest już daleko poza mną i że, choć w marzeniach chciałbym w czymś tam jeszcze uczestniczyć, to w praktyce jest to już nieosiągalne dla kogoś z mojego pokolenia. W sumie to tak, jak uświadomić sobie, że na bieżni też się już zdrowego dwudziestolatka nie przegoni.

 

JW: Edukacja estetyczna. Kształtowanie świadomości estetycznej.

 

Edukacja estetyczna w Polsce. Hmm. Choć pilnie tego nie śledzę, to chociażby po córkach sądząc, widzę, że jest lepiej i gorzej zarazem, niż było to w moich szkolnych czasach. Dziewczynki miały w swoich szkołach znakomite warsztaty i możliwości, mogły robić ceramikę, biżuterię, malować, rysować itp. Nam nie było to dane. Natomiast na palcach można policzyć dzieci, które odróżnią barok od gotyku, albo wiedzą, co kto namalował, czego z kolei my się uczyliśmy.

Co do edukacji estetycznej Polaków, ogólnie uważam, że jest nieźle, ale to ciekawe zjawisko. Moim zdaniem jesteśmy narodem chłonnym na estetykę, a otwarcie granic sprawiło, że zaczęliśmy jeździć, oglądać i co najważniejsze przyswajać różne wzorce. Na początku zachłyśnięci zachodnim blaskiem kopiowaliśmy powierzchownie, odtwarzając jedynie tę kiczowato konsumpcyjną stronę estetyki, jednak z czasem to ustąpiło i zaczęliśmy się wzorować na dobrych przykładach. Dziś w Polsce jak grzyby po deszczu wyrastają naprawdę niezłe budynki, mamy coraz wspanialsze wnętrza i to zarówno te reprezentacyjne jak i mniej znaczące. Przeciętny Kowalski mieszka coraz częściej naprawdę ładnie, coraz lepiej się ubiera i co budujące, zaczyna być konsumentem sztuki.

 

JW: Jakość grafiki, designu w Polsce i na świecie.

 

Myślę, że rzeczy mają się podobnie do tego, o czym mówiłem wcześniej. Jest ogromny postęp. Widzę znaczącą rolę uczelni artystycznych, które w ostatnich latach niezwykle podniosły poziom, choć, co na minus, często bywa to oderwane od życia i potrzeb rynku. Ale mamy pewną skłonność, która jest destrukcyjna. Otóż za bardzo staramy się podążać za trendem. Jeżeli pojawia się na rynku pewien nowy duch estetyczny, pewna myśl estetyczna, to natychmiast wszyscy rzucają się w tym kierunku, widać to doskonale w falach mód: wszyscy robią tylko takie literki, albo trochę inne, wszyscy nurzają się w minimalizmie itp. Tak, jakby każdy bał się własnego języka. To znakomicie zaciera indywidualny styl, a to właśnie on jest najbardziej ceniony na dojrzałych rynkach. Trendy, no cóż, przemijają.

 

JW: Sztuka wizytówką społeczeństwa.Poczucie piękna u Polaków.

 

Może zwrócę uwagę na jeden aspekt. Jako naród poprzez zawirowania historii utraciliśmy świadomość własnej tradycji estetycznej. Ona była silna i wyrazista, zwłaszcza na wsi, jednak w żadnym stopniu nie doczekała się kontynuacji. Jakby niepewni swojego po zaborach, po krótkim czasie dość burzliwej własnej państwowości dostaliśmy się pod sowiecką okupację, z narzuconym nam ustrojem i planową polityką destrukcji wobec wszelkich oznak narodowej przeszłości. W efekcie w latach 80-tych mieliśmy już społeczeństwo całkowicie wyjałowione jeśli chodzi o estetyczną samoświadomość.Obecnie raczej nie pozostaje nam nic innego jak budować nowe, choć głównie z zapożyczeń.

 

JW: Igor Morski - człowiek artysta.

 

O sobie najtrudniej. Jestem głównie ilustratorem związanym z prasą. Mogę powiedzieć, że w różnych momentach miałem dużo szczęścia. Ono tak naprawdę pozwoliło mi szerzej zaistnieć, poznać plejadę ciekawych ludzi. Pozwala mi też dzisiaj pracować szeroko na świecie. Może dokładniej szczęście i pracowitość. Bo pracowity jestem bardzo. Właściwie od rana do nocy każdego dnia. Nawet podczas wakacyjnego wypoczynku nie odpuszczam. Prywatnie uprawiam rodzaj filozofii, którą nazywam dziką, bo do mało jakiego nurtu się odnosi. Na swój sposób staram się przedefiniowywać rozmaite pojęcia i sposoby widzenia rzeczy. Jestem entuzjastą i można tak powiedzieć, wyznawcą piękna i potęgi natury z jej prostymi mechanizmami.